Powołania pielęgniarek – chaotycznie, bez względu na wszystko?

Od kilku dni pielęgniarki są powoływane do pracy w placówkach, gdzie występuje niedobór kadry medycznej. O tym, że może dojść do takich sytuacji, było wiadomo od 12 marca, kiedy ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego. Już wtedy minister Łukasz Szumowski mówił o tym, że w razie potrzeby, personel będzie kierowany do pracy w miejsca, gdzie jest to konieczne pod kątem zwalczania epidemii.

Zaskoczenia więc być nie powinno, ale jest. Dlaczego? Bo trudno nie odnieść wrażenia, że powołania są przeprowadzane na chybił trafił, bez sprawdzania, czy osoba, która dostaje wezwanie, spełnia podstawowe kryteria, które znajdziemy w Ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

„(…) osoby wykonujące zawody medyczne (…) mogą być skierowane do pracy przy zwalczaniu epidemii…”. I tu się wszystko zgadza, zachowywane są również wytyczne dotyczące formy takiego skierowania.

Doręczane są one jako decyzje. Pomijając aspekt typowo ludzki, bo z rozmów z pielęgniarkami wynika, że policja przynosi je np. ok. godz. 22 i stawiennictwo jest obowiązkowe w danym miejscu o godz. 10, na czas miesiąca (tak było w przypadku pani Oli, która została wezwana do domu opieki na ul. Bobrowieckiej i do dzisiaj jest tam sama jako jedyna na kilkadziesiąt osób pełniąc rolę całego personelu medycznego!). Jest 12 godzin na zebranie się i trzeba jechać, zostawiając wszystko. Niezależnie od sytuacji w domu, planów, zobowiązań. Powołania są w różne miejsca. Z Białołęki m.in. do szpitala w Radomiu, gdzie jest zakażonych 200 osób, więc obawa pielęgniarek jest uzasadniona. Ale, jak same mówią, liczyły się z tym podejmując pracę w zawodzie.

– To nie jest tak, że teraz nagle jesteśmy przerażone sytuacją. Boimy się, to oczywiste, ale żadna z nas nie sądziła, że ktoś kto wydaje decyzję, nie sprawdzi najważniejszych spraw, jak np. stan zdrowia danej osoby – mówi jedna z pielęgniarek z Białołęki.

W ustawie jasno jest sprecyzowane: „Skierowaniu do pracy niosącej ryzyko zakażenia przy zwalczaniu epidemii nie podlegają m.in. osoby wychowujące dziecko w wieku do 14 lat i osoby z orzeczonymi chorobami przewlekłymi”. Są też inne przeciwwskazania, które powinny być brane pod uwagę przy wydawaniu decyzji. Okazuje się jednak, że tak się nie dzieje.

– Nikt nie pyta, czy dana pielęgniarka jest w stanie podołać pracy w miejscu, do którego zostaje skierowana. Lekarz medycyny pracy zezwolił jej na innego rodzaju stanowisko w przychodni. Co jeśli jej organizm tego nie wytrzyma? – denerwują się pielęgniarki i podkreślają, że wyjście z tej sytuacji jest proste: to kierownik danej przychodni powinien wskazywać osoby do wysłania we wskazane miejsce. On zna wszystkich swoich pracowników i ich stan zdrowia oraz sytuację rodzinną.

Można się odwołać od decyzji, ale… to niczego nie zmienia, bo decyzja ma rygor natychmiastowej wykonalności, czyli trzeba rzucić wszystko, bez względu na stan zdrowia i sytuację w domu.

– Był czas na dopracowanie wszystkiego. Wirus jest nie od dziś. Kiedy na dobre epidemia była w Chinach, wszyscy wiedzieli, że nas też to nie minie. Dlaczego już wtedy nikt nie zaczął przygotowywać odpowiednich procedur?! Pielęgniarz Aaron Mishler kiedyś powiedział: „W pandemii nie ma sytuacji nagłych”. Dlaczego teraz wszystko testowane jest po omacku naszym kosztem?! – denerwują się pielęgniarki i podkreślają, że od dawna widać lukę pokoleniową w tym zawodzie – średnia wieku to ok. 50 lat, więc wiadomo, że nie wszystkie pielęgniarki są w pełni zdrowia.

– Żeby pomóc innym musimy w pierwszej kolejności zadbać o swoje bezpieczeństwo – podstawowa zasada, którą zna chyba każdy, uczą jej nawet w samolocie przy zakładaniu masek z tlenem: najpierw sobie, potem dziecku. Jak to zrobić w sytuacji stresu spowodowanego nagłym powołaniem i nagłym przestawieniem się na pracę  w trudnych warunkach? Jak to zrobić, kiedy wiesz, że musisz działać na najwyższych obrotach, a pomimo chęci stan zdrowia ci na to nie pozwala – pytań są tysiące… tak jak i pielęgniarek, które z wielkim niepokojem reagują na każde pukanie do drzwi i dzwonek domofonu…