Czas, którego nie odzyskasz…

Na początku marca odwiedziliśmy Areszt Śledczy Warszawa-Grochów. Teraz osadzone w nim kobiety szyją maseczki, angażują się w wyjątkowy projekt – „W kratkę”, o którym przeczytacie poniżej. Wcześniej jednak o tym, jak żyje się za murami, co czuje się chwilę po tym jak za kratami zostawia się całe dotychczasowe życie…

Kiedy siadasz na łóżku, które później okaże się pryczą, patrzysz tępo w ścianę małego pokoju, bo jeszcze nie wiesz, że to cela i słyszysz… ciszę, bo jedynym dźwiękiem jest twój własny oddech i szuranie kapcia, gdy bezwiednie poruszasz nogą, wtedy do głowy przychodzi ci jedno: przegrałaś życie. Nagle zdajesz sobie sprawę, że błąd, który zrobiłaś, zdecydował o twoich najbliższych kilku latach. To czas, którego nigdy już nie odzyskasz. Świat będzie szedł do przodu, a ty utknęłaś w zamknięciu, pokutując za grzechy, których się dopuściłaś. A potem?

Kobiety, które trafiają do Aresztu Śledczego Warszawa-Grochów za murami zostawiają całe życie. Niektóre są w ciąży (mogą tu przebywać do 28. tyg., potem są przewożone do placówki penitencjarnej w Grudziądzu). Skazane za przestępstwa, których się dopuściły, muszą ponieść karę, jednak jej ogrom dociera do nich dopiero tutaj – na miejscu, kiedy kraty odgradzają drogę do wolnego świata. Część z nich przestaje widzieć sens dalszego życia, inne, już od pierwszych dni, zaczynają o siebie walczyć. Wszystkie mogą liczyć na pomoc. Tutaj resocjalizacja nabiera realnych kształtów.

– W ostatnich latach zmienił się profil skazanych. Teraz są to głównie osoby z wyrokami za oszustwa skarbowe, kradzieże, zdarzają się też zabójstwa tzw. kuchenne. Niewielki procent jest skazanych na dożywocie, więc większość kobiet po jakimś czasie wraca do życia w społeczeństwie, dlatego resocjalizacja jest bardzo ważna – mówi major Łukasz Pieńkos, dyrektor grochowskiego aresztu.


O co chodzi w resocjalizacji? Po prostu o przystosowanie danej osoby do życia zgodnie z obowiązującymi normami społecznymi. Wskazanie właściwego kierunku przemiany, uzmysłowienie potrzeby i obowiązku respektowania prawa, to zadania kadry aresztu, aby osoba dziś pozbawiona wolności, po zakończeniu swojej kary mogła zgodnie funkcjonować w społeczeństwie . Dlatego odsiadujące wyroki w areszcie na Grochowie kobiety, codziennie biorą udział w różnych zajęciach, których celem jest społeczna readaptacja i przystosowanie do życia na wolności.

– Staramy się oddziaływać na wielu płaszczyznach. Prowadzimy różnorodne oddziaływania, od specjalistycznych programów resocjalizacji, których zadaniem jest niwelowanie deficytów, przez pracę, inicjowanie kontaktów z rodziną, po zajęcia kulturalno-oświatowe, aby po opuszczeniu murów więzienia, byłe osadzone potrafiły racjonalnie i ciekawie gospodarować wolnym czasem, unikając używek, które prowadzą do uzależnienia, a w finalnym efekcie często do więzienia. Prowadzimy różne zajęcia artystyczne, braliśmy udział m.in. w Narodowym Dniu Czytania – tłumaczy podporucznik Ewa Smolińska, która jest wychowawcą i podkreśla, że inicjatyw jest wiele. To nie jest tak, że wszystkie kobiety z entuzjazmem podchodzą do uczestnictwa w zajęciach, czasem trzeba je motywować. Na Wielkanoc planowane jest m.in. robienie pisanek metodą decoupage. Przed Bożym Narodzeniem była zorganizowana akcja robienia misiów na szydełku – maskotki zostały przekazane dzieciom z domów dziecka, bezinteresowna praca na rzecz dzieci z domu dziecka ma na celu prospołeczne ukierunkowanie aktywności skazanych, tym samym zwiększenie ich szans na właściwe funkcjonowanie w społeczeństwie po zakończeniu odbywania kary pozbawienia wolności.

Wiele zajęć, jak chociażby fitness, któremu mieliśmy okazję się przyglądać, organizowanych jest przez współpracującą z aresztem Fundację Dom Kultury.

Zaangażowanie osadzonych w oddziaływania resocjalizacyjne skutkuje pochwałami i nagrodami. Nagradzanie to też element resocjalizacji – za dobrze wykonaną pracę czeka nagroda, więc warto się starać. System kar i nagród jest niezbędny, by panie zrozumiały prawdziwy sens tych działań.

Jedną z najbardziej oczekiwanych form nagród jest widzenie bezdozorowe, czyli „spotkanie intymne”. Bywają również sytuacje gdy zachodzi konieczność stosowania kar, zdarzają się zachowania agresywne wobec współosadzonych, bądź w stosunku do personelu zakładu karnego. Jak wyjaśnia kapitan Renata Izdebska, zastosowane kary zależą od rodzaju przewinienia. Wśród nich jest np. pozbawienie możliwości zakupów w kantynie, udzielanie widzeń bez możliwości bezpośredniego kontaktu przy stoliku. Najlżejszą formą jest nagana, czyli po prostu pouczenie. Zarówno kary, jak i nagrody zostają wpisane do akt, a to ma duże znaczenie m.in. dla sądu przy dalszych decyzjach dotyczących np. warunkowego zwolnienia.

Właśnie o takie niedługo będzie się starać Ula, która do więzienia trafiła 3,5 roku temu. Jak to się stało?

– Głupota ludzka. Towarzystwo, narkotyki. Kradłam, żeby mieć na heroinę. Odbywanie kary zaczęłam od terapii dla uzależnionych, to dzięki niej zrozumiałam swoje życiowe błędy i wiem, że teraz muszę za nie zapłacić – mówi Urszula.

Czego najbardziej jej brakuje? Rodziny. Za krótkie są spotkania, rozmowy telefoniczne, bo 5 minut dziennie to zdecydowanie za mało, żeby dowiedzieć się co u dwójki dzieci, męża, mamy i psa. Co jest najtrudniejsze?

– Więzienie to skupisko ludzi o różnych charakterach. W ciasnej 5-osobowej celi spędzamy ze sobą sporo czasu. To uczy pokory, ale też sprytu, bo trzeba umieć znaleźć sposób na to, żeby było ci dobrze. Wystarczy, że niektórym, kupisz pierdołę i masz za to święty spokój. A co mnie wkurza najbardziej? To, że nie wszyscy lubią się myć – dodaje Urszula i podkreśla, że najważniejsze jest to, że nie ma czasu na nudę, bo tego się bała najbardziej.

Pobudka i włączenie fazy (prądu) jest o 6.15. O godz. 7 apel, a godzinę później „kalifaktorki” na wózku rozwożą śniadanie. Po nim jest czas albo na prysznic (2 razy w tygodniu), albo część z kobiet idzie do pracy, a inne na zajęcia. Obiad jest o 13, po nim spacer, raz w tygodniu mają do dyspozycji boisko. Osadzone mogą korzystają z kursów podnoszących kwalifikacje zawodowe, dzięki którym mogą łatwiej znaleźć pracę po wyjściu na wolność. W międzyczasie można zadzwonić do rodziny, bo to jedna z wielu form kontaktu na jaką jest zgoda. Są też widzenia, listy, jeśli bliscy przebywają daleko, można porozmawiać przez Skype. Jak podkreślają pracownicy aresztu, to wszystko jest ważnym elementem resocjalizacji, bo włączenie rodzin skazanych w ten proces daje bardzo dobre efekty. A dzięki temu też czas szybciej mija.
– Ciągle coś się dzieje. Kolacja o 17, a po niej to już przychodzi czas, kiedy chce się odpocząć. Nie zwalniam tempa. Żeby coś osiągnąć w więzieniu, trzeba pracować od pierwszego dnia! Chcę się starać o wcześniejsze wyjście. Jaki jest plan? Zająć się wnuczkiem – to priorytet Urszuli, a kolejny to wziąć ślub kościelny. Poza tym, pójść do kina i KFC…

Urszula to przykład kobiety, która wyrok traktuje jako lekcję i wygląda na to, że wyciągnie z niej wnioski na przyszłość. Jednak nie wszystkie skazane w taki sposób podchodzą do pozbawienia wolności. Areszt na Grochowie to nieco ponad 600 osadzonych i tyle samo charakterów i osobowości. Jak z tym wszystkim radzi sobie personel? Praca w zakładzie karnym nie jest dziełem przypadku.

– Ukończyłam resocjalizację, ale nie pracowałam w zawodzie przez kilka lat. Zaczęłam nad tym myśleć i akurat pojawiło się ogłoszenie, że Areszt w Warszawie-Grochowie poszukuje wychowawcy. Tak to się zaczęło w 2012 roku i jestem do dziś. Nawet przez chwilę nie myślałam o zmianie pracy. Bywa ciężko, bo przy tak wielu osobach z licznymi problemami obciążenie psychiczne jest ogromne. Często te kobiety przychodzą porozmawiać, zwierzają się, proszą o rady. Później mimowolnie przeżywa się ich każde niepowodzenie. Z drugiej jednak strony, każdy ich najmniejszy sukces to wielki powód do radości – mówi Ewa Smolińska, która jako wychowawca ds. kulturalno-oświatowych organizuje zajęcia dla kilkuset osób, więc jej odpowiedzialność jest naprawdę wielka i ogromną sztuką było oddzielenie pracy od domu, „wyrzucanie” z głowy problemów podopiecznych w chwili opuszczania murów aresztu.

– Mąż też nie ma lekkiego zajęcia. Dlatego postanowiliśmy, że po pracy skupiamy się na sobie i dzieciach. Udało się. Dom jest naszą oazą, jesteśmy w nim tylko dla siebie, rodzina jest najważniejsza – podkreśla podporucznik.

W AŚ na Grochowie pracuje i pełni służbę wiele kobiet, również w dziale ochrony, czyli jako strażniczki. Otwierają drzwi do cel, przeprowadzają kontrole, sprawdzają, czy osadzone nie wnoszą czegoś z widzeń, mają oko na wszystko. Jedną z nich jest Paulina (na zdjęciu). Szczupła, młoda, uśmiechnięta dziewczyna. Dlaczego wybrała akurat to zajęcie?

– Bo zawsze chciałam pracować w służbach mundurowych i wierzę w resocjalizację! Same osadzone często w to nie wierzą tak jak ja! Lubię tę pracę, bo ciągle coś się dzieje i jestem przekonana, że tym co robimy, pomagamy tym kobietom, chociaż one same w tym momencie mogą myśleć zupełnie inaczej…


Nietypowa redakcja dziennikarsko-artystyczna za murami grochowskiego więzienia

Podjęcie ważnej dyskusji o istocie kary wieloletniego pozbawienia wolności, o roli sztuki i edukacji w resocjalizacji, o wykluczeniu społecznym w formie izolacji fizycznej ale nie tylko, znalezienie odpowiedzi na pytanie: czym jest kultura, sztuka, jakie są
ich role społeczne, jakie role społeczne pełnią artyści i twórcy kultury – to tylko nieliczne zagadnienia jakich podjęli się funkcjonariusze Aresztu Śledczego w Warszawie-Grochowie współorganizując z Fundacją “Dom Kultury” odmienną od dotychczasowych inicjatywę.
Jak informuje kpt. Renata Izdebska, w ramach prowadzonych wobec osób odbywających kary pozbawienia wolności oddziaływań resocjalizacyjnych powstaje innowacyjny projekt „W kratkę”, będący kontynuacją realizowanego od 2013 roku w grochowskim areszcie magazynu, o tej samej nazwie. Projekt jest dofinansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w cyklu współpracy z przedstawicielami Fundacji Dom Kultury. Dialog społeczny i dyskusja o roli resocjalizacji kulturą, poruszane na łamach tworzonego pisma, zapewniają mu unikatowe miejsce na mapie czasopism. Artystycznie atrakcyjne medium przekazuje ważne społecznie treści, wpisuje się w sztukę krytyczną. Pismo jest na wysokim poziomie wydawniczymi i artystycznym.

W zebraniach tej unikatowej dziennikarsko-artystycznej redakcji uczestniczy aktualnie 15 skazanych kobiet oraz profesjonalni dziennikarze i artyści związani z Akademią Sztuk Pięknych w Warszawie. Spotkania ze skazanymi prowadzone są w formie on-line. Więźniarki piszą teksty o codzienności życia w zakładzie karnym, o winie i karze, o marzeniach. Opowiadają o obecnym miejscu pobytu a także o planach na zmianę dotychczasowego funkcjonowania po opuszczeniu murów więzienia. Pomagają im w tym wychowawcy działu penitencjarnego, dziennikarze i  artyści prowadzący warsztaty twórcze. W ten sposób powstaje ważny społecznie przekaz artystyczny – pismo “W Kratkę”, nieregularnik, który w wersji finalnej ukaże się zarówno w formie drukowanej jak i elektronicznej.
Efektem wydania magazynu “W Kratkę” i dotarcia z nim do szerszego odbiorcy (m.in. wszystkich zakładów karnych w Polsce) jest inicjowanie empatii społecznej wobec zjawiska wykluczania w różnych jego przejawach, podjęcie dyskursu społecznego przez kulturę i sztukę jak również edukacja artystyczna. Ta ostatnia bezdyskusyjnie wpisuje się w proces resocjalizacji skazanych kobiet – autorek artykułów, poprzez  przygotowanie ich do powrotu do życia społecznego i funkcjonowania w graniach prawa.

Wszyscy współtwórcy przedsięzwięcia mają nadzieję, że ze względu na poruszane w piśmie zagadnienia będzie ono interesującą lekturą nieobowiązkową, acz chętnie czytaną, zarówno przez osoby pozbawione wolności, jak również przez artystów, przedstawicieli sztuki zaangażowanej społecznie, pedagogów i psychologów społecznych.