Zginęli chociaż nie powinni

Dziś mija 50 lat od największego pożaru, który wybuchł 26 czerwca 1971 roku w rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach. W akcji brało udział 2610 strażaków, 37 osób już nigdy nie wróciło do domów, najmłodsza ofiara miała 20 lat.


Sobotni wieczór 26 czerwca 1971 był w Czechowicach-Dziedzicach deszczowy, wieczorem po godzinie 19:00 przeszła niewielka burza. Ostatnie trzecie wyładowanie uderza jednak w kominek oddechowy zbiornika ropy naftowej nr 251 o pojemności 12 500 m³ ropy, znajdującego się w okolicy ul. Bolesława Prusa. W ciągu kilku minut pożar obejmuje dach, powierzchnię zbiornika oraz ropę rozlaną na tzw. „tacy”, zagrożone są sąsiednie trzy zbiorniki.


Akcja gaśnicza


W ciągu 15 minut od rozpoczęcia pożaru na miejsce przybywają 3 sekcje Zawodowej Straży Pożarnej z Bielska-Białej oraz jednostki Ochotniczych Straży Pożarnych z Czechowic-Dziedzic i ówczesnych powiatów bielskiego, oświęcimskiego, cieszyńskiego. Instalacje gaśnicze zbiornika okazuje się niesprawna, strażakom pozostaje jedynie sprzęt przywieziony na wozach. Do akcji dysponowane są jednostki dysponujące ciężkim sprzętem do podawania piany gaśniczej, na miejsce przybyło również 160 żołnierzy z jednostki wojskowej 3131 z Bielska-Białej, a także drużyny pożarnicze, które przebywały na zgrupowaniu w Mikuszowicach.


W niedzielę 27 czerwca około godziny 01:00 w nocy, w akcji bierze już udział 18 sekcji zawodowych i 24 sekcje OSP. Planowano atak na żródło ognia uważano, że po wejściu do działań jednostek z ciężkim sprzętem po kilku godzinach pożar zostanie całkowicie ugaszony. Tak się jednak nie stało, ponieważ w trakcie gaszenia do zbiornika dostało się kilkanaście ton wody, które były podgrzewane przez palącą się na tacy ropę. Około godziny 01:20 dochodzi do eksplozji zbiornika, na którym znajdują się strażacy, płonąca ropa naftowa wyparta przez wrzącą wodę zostaje wyrzucona na odległość 200 metrów. Część ropy wylała się do tacy zbiornika, powodując jej przepełnienie i wylanie płonącej piany poza obwałowanie, która popłynęła torami kolejowymi w kierunku elektrociepłowni, na drogi wewnątrzzakładowe oraz do tacy zbiornika 254. Płonąca piana nie oszczędziła ludzi, wozów, sprzętu gaśniczego, zniszczyła wszystko co miała na swojej drodze. Chwilę później dochodzi do eksplozji sąsiedniego zbiornika 254. Na miejscu giną 33 osoby: 13 strażaków Zawodowej Straży Pożarnej, 7 żołnierzy, 7 członków OSP, 5 strażaków z Zakładowych Oddziałów Samoobrony i jeden pracownik rafinerii. Ponad 100 osób zostaje bardzo ciężko poparzone. W ciągu dwóch miesięcy liczba ofiar wzrasta do 37, w szpitalu umiera czterech ratowników. Najmłodszą ofiarą była Halina Dzida, miała 20 lat zginęła podczas pierwszego wybuchu.


Cytat z kroniki OSP Mazańcowice:


Straszliwą treść zawierał pierwszy meldunek. Zginęło 7 strażaków i 7 żołnierzy WP. A potem co godzinę do listy zaginionych przybywały nowe nazwiska, aby dojść do liczby 33. Zginęła Halina Dzida z OSP Mazańcowice, śpiesząca na stanowisko gaśnicze. Zginął starszy sierżant WP Władysław Gryglas, ratując swego podwładnego. Zginął st. ogniomistrz Czypczar z Zabrza i cała niemal sekcje ZSP rafinerii Czechowice, ochotnicy: W.Jonkisz, Józef Slósarczyk, Władysław Niemczyk i wielu, wielu innych. Słowa – padli na posterunku – są krótkie, ale zawierają głęboką treść. Oznajmiają, że ci, co odeszli, spełnili swój zawodowy lub społeczny obowiązek do ostatka.


Z człowieka zostało tyle, co zapałka” – Józef Dzida z OSP w Mazańcowicach. Ojciec Haliny Dzidy


Zakończenie akcji i przyczyny pożaru.


Straty w sprzęcie oraz instalacjach rafineryjnych i infrastrukturze były ogromne. Zagrożone zostały zbiorniki oddziału ABT (aceton, benzen, toluen), palił się kolektor, pompownia, część oddziałów furfurolu, filtrolu, magazyn techniczny i zajezdnia lokomotyw. Spaleniu uległy 22 wozy strażackie, 4 działka, 2 agregaty pianowe, 15 motopomp, 2 działka wodno-pianowe, 20 tysięcy metrów węży tłocznych, lokomotywa spalinowa, przyczepa samochodowa, ok. 1,5 km torów kolejowych i drobny sprzęt. Po godzinie 14:00 w niedzielę eksplodował kolejny zbiornik nr 252.


W nocy z poniedziałku na wtorek usunięto zwłoki poległych, z całej Polski zebrano odpowiedni sprzęt: 85 samochodów pożarniczych, 7 samochodów proszkowych GPr-3000 z działkami, 5 agregatów na pianę lekką, 8 działek wodno-pianowych, 16 motopomp, 10 000 metrów węży, z NRD sprowadzono 200 ton substancji pianotwórczej. Do pomocy ruszyło także 11 samochodów pożarniczych GBA-3200/32 z Czechosłowacji.


We wtorek 29 czerwca o godzinie 15:00 rozpoczęto generalne natarcie. Brało w nim udział 47 sekcji z ciężkim sprzętem gaśniczym, w tym 6 sekcji z Czechosłowacji i 27 sekcji ze sprzętem krajowym. Odwód taktyczny stanowiły 24 jednostki OSP oraz 5 sekcji z ciężkim sprzętem gaśniczym z Czechosłowacji. Około godziny 17:00 udaje się ugasić pożar. 1 lipca o godzinie 0:10 w zniszczonym zbiorniku 251 ponownie do gwałtownego zapalenia się ropy, pożar udaje się ugasić po 4 godzinach. Całkowite zakończenie akcji nastąpiło dopiero 2 lipca.


W akcji brało udział 2610 strażaków z 371 sekcji, w tym 58 strażaków z 13 sekcji z Czechosłowacji, użyto 313 wozów gaśniczych, 49 samochodów ciężarowych, 34 wozy ciężkie wodno-pianowe, 6 wozów proszkowych, 2 autodrabiny, 15 agregatów pianotwórczych, 11 działek pianowych, 197 pomp pożarniczych, 81 000 metrów węży. Do gaszenia pożaru zużyto od 26 czerwca do 1 lipca około 227 ton chemicznych środków gaśniczych. Zginęło 37 osób.


Ze stolicy przyjechały najwyższe władze z Edwardem Gierkiem i gen. Jaruzelskim na czele. Odprawom załóg, które miały prowadzić „główne natarcie”, przewodniczył późniejszy pierwszy sekretarz KC PZPR Stanisław Kania.


W wyniku śledztwa ujawniono wiele przyczyn katastrofy oraz nieprawidłowości na terenie rafinerii. Do najważniejszych z nich należą: niesprawna instalacja chłodząca zbiorniki, niedrożna instalacja pianowa, brak odpowiedniego sprzętu technicznego i środków gaśniczych, zbyt ciasno rozmieszczone zbiorniki i ich przestarzała konstrukcja, nieodpowiednia instalacja odgromowa, nieodpowiednie drogi pożarowe, które wylane asfaltem pod wpływem żaru zapalały się.


Odbudowa rafinerii trwała 4 miesiące, wybudowano nowoczesną instalacją odgromową, gaśniczą oraz „pływające dachy”, które uniemożliwiają zgromadzeniu się par węglowodorów nad powierzchnią ropy. W miejscu tragedii stanął dystrybutor paliw. Zbiorniki magazynowe zostały przeniesiono poza obręb rafinerii i ścisłych zabudowań miejskich, nad rzekę Białą.


Materiał poświęcony pamięci osób, które odeszły na wieczną służbę.

  • Autor artykułu: red. Kamil Tuzek
  • Fotografia: Archiwum PSP Bielsko-Biała